Okres przedślubny , okres narzeczeństwa - nazwij to jak chcesz - to okres przepiękny. Jednak ja odczuwam go bardzo ...specyficznie. Jest to dla mnie kapka niedosytu , ekscytacji i wyczekiwania ale również stresu i niecierpliwości. Czasami przychodzi mi do głowy idea ślubu organizowanego w krótkim czasie np. miesiąc. Wszystko intensywnie ale równie fajnie :P Jednak w tym kraju trzeba o wszystkim myśleć z wyprzedzeniem ( i to znacznym ). Wszystkie te słowa kreuje bóg niecierpliwości. Bo ja chciałabym JUŻ. Siedzę ze związanymi rękoma bo nie mogę przecież na ponad rok przed planować zakupów. Mogę :D Suknia już wisi :D Oczywiście można... I w sumie to wiele razy już to pisałam że moim zdaniem lepszym rozwiązaniem jest kupowanie wszystkiego w czasie tak aby było to rozłożone i poukładane. Nie wiem kiedy ruszą dalsze przygotowania. Czuję jednak stres. W sumie to nie wiem czy to nie jest bardziej zdenerwowanie całą zaistniałą sytuacją. Tym że muszę mieszkać tu gdzie mieszkam , nie mam swobody i czuję się skrępowana. We wszystkim. A najgorsze że nie potrafię sobie z tym poradzić , z takich głupot to nawet zaczynam miewać koszmary z tym związane. Nie czuję się kompletnie tutaj. Najchętniej to wróciłabym do domu , pod skrzydła mamusi od której kiedyś uciekałam bo uważałam że tak będzie lepiej. Jednak nie mogę tego zrobić - a szkoda. Nie rozumiem tylko logiki pewnych osób. Wielka szkoda że oni sami tego nie rozumieją , chociaż wizja upierdliwości oraz zawiści jest dla mnie najdokładniejszym opisem. Po prostu nie pojmuję ideologii tego jak można być takim ohydnym człowiekiem. Cieszę się że taka nie jestem ale czuję że to na mnie również źle wpływa.
Nie lubię szeptu. Szept jest strasznym chamstwem i brakiem szacunku - wychowania. Jeżeli coś pokazuję i mówię to głośno. Skoro masz szeptać to wolę abyś nie otwierał /a ust.
Dzisiaj nie jest typowo ślubnie może dlatego że popadam w małą depresję przez to wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz